Jeśli chodzi o tą zakładkę to dużo się tutaj zmieni niedługo.:)
~~♥~~
Śmiertelne omdlenie
Słychać było pojedyncze oddechy i gwałtowne bicie serc. Każdy z nas zobowiązał się do uczestnictwa w zamachu. Spojrzałem na kalendarz. Dokładnie za dwa lata i miesiąc miałem zginąć. Nie miałem innego wyjścia. Zostałem zaszantażowany. Pozostało mi, tylko żyć pełnią życia, dopóki jeszcze mogę.
sobota, 15.09.2001r
"Nie mogę tego wytrzymać! Słyszę wciąż w wiadomościach o kolejnych odnalezionych ciałach. Jest mi tak niezmiernie smutno. Ciocia powiedziała mi, że rodzice są w niebie. Te słowa sprawiły na mojej twarzy uśmiech, jednak mimo wszystko ten tydzień jest najgorszym tygodniem w moim życiu!"
Przeglądając mój pamiętnik sprzed czterech lat, zauważyłam właśnie ten wpis. Byłam wówczas dwunastoletnią dziewczynką i nie rozumiałam tego co się zdarzyło. Przerastało mnie to. Równo za tydzień wybije czwarta rocznica tragedii, która się wtedy wydarzyła.
Nagle usłyszałam wołania cioci. Zeszłam po schodach i poszłam do niej. Stała w kuchni. Jej zazwyczaj uśmiechnięta twarz wyglądała wręcz groźnie. Zobaczyłam kawałki szkła na kafelkach. Obok kręcił się Mruczek, mój kot. Domyśliłam się, co się stało, znowu.
-Weź go stąd!-ciotka była naprawdę zdenerwowana.-Rozbił słoik z powidłami! Jeszcze raz go nie przypilnujesz, a będę zmuszona go oddać.
Popatrzyłam na niego i zrobiło mi się smutno. Nie wyobrażałam sobie dni bez Mruczka. To on przychodził do mnie na kolana i pocieszał mnie, zawsze gdy było mi smutno.
-Ciociu, obiecuje, że będę się nim więcej opiekować-powiedziałam łagodzącym tonem.-Wiesz, że mam teraz mało czasu. Muszę się uczyć do egzaminu.
Ciotka otwierała już usta, gdy nagle do kuchnii znikąd wparowała Rachel. Moja młodsza siostra. Twarz miała zarumienioną. Jej błękitne oczka błyszczały z radości. Czarne włosy opadały, na policzki. Usta miała uśmiechnięte. Ubrana była w różową sukienkę z kokardką.
-Emily!-krzyknęła zwracając się do mnie.-Chodź ze mną się pobawić! Proszę!
Wywróciłam oczami. Nie miałam czasu, ani ochoty bawić się z nią, jednak nie chciałam jej również zasmucić.
-Pobawię się z tobą, ale potem, dobrze?-próbowałam ją jakoś przekonać.
Od razu z jej twarzy zniknął uśmiech. Odwróciła się i poszła do swojego pokoju. Popatrzyłam na ciocię. Z jej twarzy zniknął już gniew. Mruknęła, tylko żebym posprzątała w kuchnii, po czym wyszła do ogrodu. Chwyciłam za ścierkę i zaczęłam zmywać z podłogi powidła. Minął kwadrans, gdy skończyłam. Pomyślałam, że udobrucham ciocię i ugotuję obiad. Postanowiłam, że zrobię naleśniki z serem. Zeszłam do piwnicy, w poszukiwaniu konfitury. Zaczęłam szukać potrzebnego składnika. Przeszukiwałam półki. Konfitury, jednak nie znalazłam. Wróciłam do kuchnii, zasmucona, że nie będę mogła usmażyć naleśników. Poszłam, więc do pokoju Rachel. Obiecałam, że się z nią pobawię, więc musiałam dotrzymać słowa.
Zajmowałam się moją młodszą siostrą przez trzy godziny. Wystraczająco dużo czasu z nią spędziłam, więc postanowiłam pójść do swojego pokoju. Od razu zauważyłam otwarty pamiętnik, który pozostawiłam rano. Wzięłam go i otworzyłam na ostatniej zapisanej stronie. Wpis ten napisałam rok temu. Zaczęłam czytać.
15.08.2003r
"Nie cierpię jej! Ośmieszyła mnie przed całą szkołą! Nie wiem co mam teraz zrobić. Zemszczę się na Amy, za to jak mnie potraktowała. Z jakiej racji zaczęła mnie wyzywać, na środku szkoły i mówić o mnie tak okropne słowa? Nie rozumiem jej. Nienawidzę!"
Po przeczytaniu tego wpisu, byłam w szoku. Nie pamiętałam już co się stało 15 sierpnia. Zwłaszcza, że przyjaźnię się teraz z Amy. Postanowiłam dać sobie dzisiaj spokój z czytaniem pamiętnika i pójść spać. Następnego dnia był poniedziałek, więc musiałam być wyspana. Zgasiłam światło i utuliłam się kołdrą. Moje oczy powoli się zamknęły. Zasnęłam.
Obudziłam się i po chwili zorientowałam, że muszę się szybko zebrać do szkoły, albo się spóźnie. Za moment, biegałam wręcz po domu. Od łazienki do pokoju i tak w kółko. Po 10 minutach byłam gotowa. Pożegnałam się z ciocią i Rachel, po czym wybiegłam z domu na przystanek. Jazda do szkoły zazwyczaj mi się dłużyła. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam swoją ulubioną piosenkę. Minęło trzydzieści minut i stałam przed szkołą.
-Emily! Emily!-usłyszałam czyjeś nawoływanie.
Obejrzałam się wokół i dostrzegłam Veronicę, która biegła w moją stronę. Jej długie blond włosy powiewały na wietrze. Po dziesięciu sekundach przyjaciółka stała koło mnie. Przytuliłyśmy się, po czym usłyszałyśmy dzwonek na pierwszą lekcję. Zaczęłyśmy iść w kierunku sali od biologii.
-Co tam u Ciebie?-spytała mnie uśmiechając się.
-Nie jest najgorzej, znalazłam wczoraj mój pamiętnik.-odpowiedziałam.
-O, to ciekawie-mruknęła.-Znalazłaś w nim jakieś interesujące wpisy?
Obejrzałam się, za nami szły dwie szkolne plotkary. Nie mogłam powiedzieć Veronice o Amy, ponieważ one mogłyby usłyszeć fragment rozmowy.
-Vera, pójdę do toalety.-szybko coś wymyśliłam.-Zaraz wrócę.
Uśmiechnęła się odpowiadająco, po czym zaczęła iść w kierunku łazienek. Nie mogłam spóźnić się na biologię, więc zaczęłam biec. Prawie dobiegłam, gdy nagle moja niezdarna natura postanowiła się udzielić, stało się, poślizgnęłam się. Wpadłam na moją koleżankę Rose. Pomogła mi wstać i zapytała gdzie tak się śpieszę. W tej samej chwili zobaczyłam jak jakaś karteczka wypada z jej kieszeni. Szybko jej odpowiedziałam na zadane pytanie, po czym Rose mruknęła pod nosem, że musi iść i odeszła. Obejrzałam się za siebie, czy jest już wystraczająco daleko i upewniłam się, że tak, podniosłam karteczkę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom w to co przeczytałam.
" Do Amy
Kończę dzisiaj lekcje o 14;00. Mogłybyśmy spotkać się po szkole i omówić tą sprawę zwiazaną z Emily? Jak ją widzę to mam ochotę jej coś zrobić. Ma za dużą pewność siebie. Jak śmie się z Tobą kolegować. Phi! Do zobaczenia później!
Rose "
Miałam ochotę się rozpłakać. Pobiegłam do łazienki i schowałam się w kabinie. Pogrążyłam się w myślach.
Minęły dwie godziny. Postanowiłam wyjść z toalety i pójść na kolejną lekcję. Otarłam łzy z policzków i wzięłam się w garść. Poszłam prosto pod salę do matematyki i spotkałam Veronicę.
-Co się stało?-spytała zdziwiona.
-Nic takiego. Źle się poczułam-odpowiedziałam, po czym zadzwonił dzwonek.
Z racji tego, że byłam dobrą aktorką Veronica niczego się nie domyśliła. Gdy weszłyśmy do sali. Od razu zauważyłam nowego ucznia w naszej klasie. Usiadłam na swoim miejscu. Niespodziewanie zauważyłam, że nowy idzie w moim kierunku. Zdziwiłam się.
-Cześć, na imię mi Daniel-przedstawił się.-A tobie?
Nie wiem dlaczego, ale zarumieniłam się.
-Emily.-odpowiedziałam po chwili.
-Mogę usiąść obok ciebie?-zapytał grzecznie.
-Jasne.
Po chwili nauczycielka weszła do klasy. Sprawdziła obecność, po czym stwierdziła, że zrobi nam dzisiaj lekcję wolną. Warunkiem była cisza w klasie. Postanowiłam to wykorzystać.
-Skąd jesteś?-zapytałam Daniela.
-Z Waszyngtonu, a Ty? Mieszkasz tu od zawsze?
-Tak-mruknęłam uśmiechając się.
Dalsza część lekcji minęła mi na rysowaniu bazgrołów w zeszycie. Zadzwonienie dzwonka było dla mnie wręcz zbawieniem. Została, tylko jedna lekcja, ale najgorsza jaka istnieje,wf. Moja niezdarność jest wyjątkowo duża, a na tej lekcji się najbardziej udziela. Przeszły po mnie ciarki. Nie miałam jednak innego wyboru. Nie mogłam pójść na wagary. Poszłam, więc do szatni po strój sportowy i przebrałam się. Pani oznajmiła nam, że gramy dzisiaj w koszykówkę. Oczywiście wylądowałam z Danielem w jednej drużynie. Najlepszy początek, niech od razu dowie się jaką jestem niezdarą.
-Veronica!-zawołałam przyjaciółkę.
-Co się stało?-spytała.
-Jestem z Danielem w jednej drużynie-orzekłam łamiącym się głosem.-Nie chce by dowiedział się, że nie umiem grać.
-Postaraj się, po prostu-mruknęła cicho.-Daj z siebie wszystko!
Uśmiechnęła się do mnie, po czym musiałam wyjść na boisko. Na wszelki wypadek zawiązałam starannie buty. Nogi miałam jak z waty. Zawsze stresowałam się na wf'ie, jednak dzisiaj mocniej niż zwykle.
-Zaczynamy!-krzyknęła nasza nauczycielka.
Po chwili wszyscy biegali po boisku. Nie wiedziałam co mam robić. Przypomniałam sobie słowa Very, "daj z siebie wszystko!". Zaszumiało mi w głowie. Nagle wbrew sobie zaczęłam próbować złapać piłkę. Udało mi się. Wszystko było w moich rękach. Dwa razy pokozłowałam i rzut do kosza. Trafiłam! Usłyszałam krzyki podziwu i wtedy poczułam, że przed oczami robi mi się czarno. Ciemniej i ciemniej...
Powoli moje oczy się otworzyły.
-Emily!-ciocia miała łzy w oczach.-Kochanie! Jak dobrze, że żyjesz!
Rozejrzałam się. Nie byłam na sali gimnastycznej, ani w szatni. To również nie był gabinet higienistki szkolnej. Wylądowałam w szpitalu. Białe ściany, podłoga oraz pościel. Obok mnie siedziała moja zmartwiona ciocia, Rachel, Veronica, oraz o dziwo Daniel.
-Co się stało? Dlaczego jestem w szpitalu?-zaspytałam z niespokojem.
-Zemdałaś podczas gry. Byliśmy przerażeni. Pani Stake zadzwoniła po pogotowie-mówiła Veronica.-Doktor powiedział, że prawdopodobnie masz...
Ścisnęło mi żołądek. Spodziewałam się najgorszego.
-Omdlenia wazowagalne-Veronica przegryzła wargę.-Jest to zespół neurokardiogenny, to przez stres i wysiłek fizyczny.
-Ile będe w szpitalu?-spytałam.
Veronica się uśmiechnęła.
-Na szczęście, tylko tydzień-odpowiedziała mi ciocia z radością.
Gadaliśmy tam przez dobre dwie godziny, po czym ciocia z Rachel wyszły. Zostałam sama z Danielem i Veronicą. Był już wieczór.
-Czym Ty się tak zestresowałaś?-powiedziała Veronica z troską w głosie.
Nie mogłam powiedzieć przy Danielu, że to przez moją niezdarność.
-Ymm-próbowałam coś wymyśleć.-Kartkówką z biologii, którą muszę napisać.
-A no tak-Veronica się nieco uspokoiła.-Zapomniałam o niej.
Uśmiechnęłam się do niej. Porozmawialiśmy jeszcze o szkole, po czym Veronica i Daniel oznajmili, że muszą już iść. Pożegnali się ze mną i zostałam sama. Było mi bardzo smutno. Próbowałam zasnąć.
Obudziłam się następnego dnia o 10;00. Na śniadanie dostałam kanapki z szynką oraz herbatę. Po zjedzeniu, wstałam i poszłam umyć twarz oraz zęby. Wzięłam również prysznic i przebrałam się w czyste ubrania. Wróciłam do swojego łóżka. Pogrążyłam się w lekturze. Mijały mi godziny na czytaniu tej porywającej powieści.
-Cześć Emily!-usłyszałam głos Daniela.
Zdziwiłam się widząc go tu samego.
-O, cześć Daniel-mruknęłam.
-Jak się czujesz?-zapytał, rozglądając się po sali.
-Nie jest źle, trochę się nudzę-uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy godzinę o szkole. Temat przeszedł również na sprawę z Amy. Wbrew sobie, wyznałam także Danielowi prawdę o mojej niezdarności. Zaczął się ze mnie śmiać i powiedział, że to nic takiego. Zapadła chwila ciszy.
-A twoi rodzice dzisiaj do Ciebie przyjdą?-spytał Daniel nie pewnie.
Poczułam, jak moje oczy zapełniają łzy.
-Jestem sierotą-odrzekłam po dłuższej chwili.
Daniel popatrzył się na mnie, po czym spytał mnie jak to się stało.
Opowiedziałam mu całą historię o tym jak moi rodzice zginęli w katastrofie 11 września w World Trade Center. Powiedziałam mu, że ciotka przygarnęła mnie i Rachel do siebie. Opowiedziałam mu całą prawdę. Wzruszył się i wyznał mi, że w tej katastrofie zginęła również jego matka. Obydwoje siedzieliśmy bez słowa. Miałam szklane oczy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po pięciu minutach Daniel wstał i powiedział, że jest już późno i musi iść, oraz dodał, że jutro na pewno do mnie wpadnie.
Wieczorem włączyli nam telewizor. Leciały wiadomości. W tym czasie rysowałam w zeszycie. Nagle reporterka powiedziała przerażające fakty.
-Dziś o godzinie 11:00, uciekł z więzienia psychopatyczny morderca. Wszystkich mieszkańców prosimy o szczególną ostrożność.
Przeraziłam się na dobre. Postanowiłam pójść do łazienki i umyć zęby, a potem spróbować już zasnąć. Ten dzień nie należał do najlepszych. Chciałam go jak najszybciej zakończyć. Po chwilii znajdowałam się w łóżku, utulona kołdrą. Zamknęłam oczy i rozmarzyłam się. Myślałam o tym, co będzie, gdy wyjdę za tydzień ze szpitala. Uznałam, że zmienię swoje życie. Zacznę przykładać się do wf'u. Zerwę przyjaźń z Rose i Amy. Będę więcej opiekować się moim kotem. Rozmyślałam całą noc, aż w końcu zasnęłam.
Obudziły mnie wrzaski. Potworne krzyki. Płacz dzieci. Rozejrzałam się, obok mnie leżała martwa pielęgniarka. Na ścianie była krew. Wstałam i doszłam do drzwi. Nogi miałam jak z waty. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co się stało. Zeszłam piętro niżej. Nie była to jednak dobra decyzja. Na podłodze leżały trupy. Wszędzie były kałuże krwi. Nagle zobaczyłam cień. Odwróciłam się i zobaczyłam tą samą twarz, którą widziałam wczoraj oglądając wiadomości. To był on. Psychopatyczny morderca. Wiedziałam już co jest grane. Nie zdązyłam jednak zrobić ruchu, gdyż zobaczyłam jak strzela. Prosto na mnie. Wiedziałam, że zginę. To był koniec mojego losu. Moich planów. Mojej przyszłości. Usłyszałam huk, zamknęły mi się oczy i padłam na ziemię.
~~♥~~
Dziękuję za każdy komentarz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy komentarz. :)